Do lekarza przychodzi zaniepokojony mężczyzna.
— Panie doktorze, mam jedno jądro całe sine. Lekarz bada wnikliwie.
— Przykro mi, obawiam się, że to rak. Konieczna jest amputacja. Szybko wykonał operację. Po kilku dniach mężczyzna znowu przychodzi i pokazuje drugie jądro, zupełnie sine.
— No tak, obawiałem się tego. To złośliwa odmiana, są przerzuty. Konieczna jest amputacja drugiego
Przerażony mężczyzna się zgadza. Po kilku dniach przychodzi zupełnie załamany. Ma sine całe podbrzusze. Lekarz bada go dokładnie.
— Mam dla pana dobrą wiadomość. To wcale nie jest rak. Dżinsy panu farbują.

— Panie doktorze, ja potrafię latać!
— Dobrze, dobrze, psychiatra przyjmuje piętro wyżej.
— Ale ja nie żartuję — mówi mężczyzna podchodzi do okna, otwiera je i wyskakuje.
Przerażony lekarz podbiega do okna i ku swemu zdumieniu widzi, że facet swobodnie unosi się w powietrzu.
— Panie doktorze, zapraszam, to bardzo łatwe. Wystarczy tylko machać rękoma.
Zafascynowany lekarz wchodzi na parapet, skacze. Spada na dół z dużej wysokości, zabija się.
Facet opada spokojnie, miękko ląduje obok martwego lekarza, patrzy na niego smutno.
— Jak na anioła stróża, to kawał ze mnie drania.

Przychodzi baba do lekarza.
— Proszę się rozebrać.
— A gdzie mam położyć ubranie?
— A tu, obok mojego...

Przychodzi baba do lekarza.
— Panie doktorze, oboje z mężem mamy już po 80 lat. Jeszcze by się nam chciało, ale już nie wychodzi...
Lekarz dał jej dwie tabletki. Czerwoną dla niej i czarną dla dziadka. Baba miała sklerozę i pomyliła tabletki. Po tygodniu przychodzi do lekarza z pretensjami.
— Co też pan nam dał za świństwa. Ja przez dwa dni leżałam sztywna, a mężowi się pootwierały wszystkie rany.

Przychodzi baba do lekarza — psychiatry.
— Panie doktorze, ja ogromnie lubię naleśniki...
— I cóż w tym dziwnego? Ja też lubię.
— Naprawdę! Zapraszam pana do siebie, mam ich całą szafę.

Przychodzi baba do lekarza.
— Panie doktorze, ja mam chyba w sobie zbyt dużo hormonów męskich?
— Dlaczego pani tak sądzi?
— Bo widzi pan, muszę się codziennie golić, mam silnie owłosioną klatkę piersiową i w ogóle włosy rosną mi w dół aż do samego członka.

Wychodzi baba od lekarza.
— Jak lekarz nazwał tą moją chorobę? Rudy lis? Srebrny lis? W końcu zawraca.
— Panie doktorze, jak pan nazwał tę moją chorobę?
— Syfilis.

Przychodzi baba do lekarza. Ten ją bada, po czym mówi:
— Proszę oddać mocz do analizy. Probówka stoi tam na szafie. Ja za chwilę wrócę.
Wraca po 10 minutach i oczom nie wierzy. Cała ściana i podłoga mokra.
— Pani chyba oszalała?
— Wcale nie. Niełatwo jest oddać mocz do probówki stojącej na szafie — wyjaśnia ze spokojem baba.

Przychodzi baba do lekarza z chorym dzieckiem. Lekarz bada je dokładnie, po czym mówi:
— Niech się pani rozbiera.
— To nie ja, to dziecko jest chore.
— Jemu już i tak nic nie pomoże. Zrobimy nowe.

Lekarz spaceruje po cmentarzu.
Nagle widzi okazały nagrobek, na którym widnieje napis — „Baba".
Lekarz przygląda się zainteresowany, gdy nagle spod ziemi słyszy głos.
— Panie doktorze, czy ma pan coś na robaki?

Wychodzi baba od lekarza.
— Na śmierć zapomniałam jak lekarz nazwał moją chorobę. Zawraca.
— Panie doktorze. Pan tak dziwnie nazwał moją chorobę... Jak to było? Żaba? Ryba?
— Nie proszę pani, to rak.

Przychodzi baba do lekarza.
— Panie doktorze, mam wstające piersi.
— Proszę zdjąć biustonosz.
I faktycznie. Baba zdejmuje biustonosz, piersi podnoszą się. Zakłada, opadają. Pokazała to kilka razy. Lekarz patrzy na nią i mówi:
— Nie mam pojęcia na czym polega to zjawisko, ale czuję, że jest zaraźliwe.

Pewien młody rolnik zaraz po ślubie wybrał się ze swoją lubą w podróż bryczką. Ledwo wyjechali z obejścia, a koń się potknął tak, że mało nie wywrócił bryczki.
— Raz! — powiedział rolnik i pogroził koniowi palcem. Ujechali kilka kilometrów i koń znowu się potknął narażając pasażerów na niebezpieczeństwo.
— Dwa! — powiedział rolnik i zdzielił konia batem. Jadą dalej i koń potyka się po raz trzeci.
— Trzy! — mówi spokojnie rolnik, zatrzymuje bryczkę, wyjmuje spod siedzenia obrzyn i strzela koniowi prosto w łeb.
— Coś ty zrobił, idioto! To był nasz jedyny koń! — naskakuje na niego żona.
— Raz!

Pewien młody mężczyzna, miłośnik kobiet, miał mówiącą papugę. Często przyprowadzał do domu dziewczyny i zdarzało się, że w najgorętszym momencie amorów papuga zaczynała wtrącać swoje komentarze. Peszyło to dziewczyny, które ubierały się i wychodziły. Któregoś dnia, oczekując na przybycie szczególnie atrakcyjnej pani, facet powiedział do papugi:
— Łeb do ściany i ani mru-mru, bo ci go ukręcę.
Akcja miłosna w toku. Papuga siedzi posłusznie odwrócona tyłem do tapczanu. W pewnym momencie słyszy głos.
— Zarzuć mi nogi na szyję. Papuga nie wytrzymuje.
— Czort tam z łbem. Muszę zobaczyć ten numer.

Pani Kowalska nie może doprosić się od męża, aby ten wymienił przepaloną żarówkę, naprawił cieknący kran, czy też połamane drzwiczki od szafy.
— Nie jestem elektrykiem. Nie jestem hydraulikiem. Nie jestem stolarzem — słyszy Kowalska w odpowiedzi na swoje wymówki.
Któregoś dnia Kowalski wraca z pracy i widzi zdziwiony, że żarówka jest wymieniona, kran nie cieknie, i szafka jest naprawiona.
— Kto to wszystko zrobił?
— Sąsiad z góry.
— Ile za to wziął?
— Nie chciał pieniędzy. Powiedział, że albo mam mu zaśpiewać, albo mu się oddać.
— I zaśpiewałaś?
— Nie jestem śpiewaczką.

W Akademii Medycznej podczas wykładu docent zbiera materiał do swojej pracy naukowej.
— Proszę państwo, kto z was współżyje codziennie — proszę podnieść rękę do góry... dziękuję. Kto współżyje raz na tydzień... — dziękuję. Kto raz na miesiąc... dziękuję. Kto raz na rok... — dziękuję.
— To ja panie profesorze raz na rok, tu jestem.
— Dziękuję bardzo.
— Tu jestem panie profesorze, to ja raz na rok.
— Tak wiem, ale dlaczego pan się tak cieszy?
— Bo to już jutro!!!

Chłopak i dziewczyna splecieni w miłosnym uścisku.
— Nie wiem dlaczego ja to z tobą robię? Jesteś taka brzydka!
— Mam przecież w sobie coś ładnego...?
— Tak, ale ja to zaraz wyjmę.

Do pani Kowalskiej wpada znajomy męża w czasie, gdy ten jest w pracy. Piją herbatkę, w końcu znajomy proponuje Kowalskiej, że da jej milion złotych, jeśli mu się odda. Ta po krótkim wahaniu Kowalska godzi się. O czwartej przychodzi mąż z pracy i już od progu woła:
— Czy był tu rano Franek?
— No, był... — mówi przestraszona Kowalska.
— Oddał ten milion złotych, co był mi winien?

— Jakie są rodzaje kobiet?
1. Rusałki — ten mnie rusał, tamten rusał.
2. Damy — temu damy, tamtemu damy. .
3. Kotki — ten mnie miał, tamten miał.
4. Złote rybki — rypią się jak złoto.
5. Słomiane — rżną się jak sieczka.
6. Pobożne — najchętniej leżą krzyżem.
7. Dziecinne — co do rączki, to do buzi.
8. Chemiczne — rozkładają się w temperaturze pokojowej.
9. Partyjne — przyjmują wszystkich członków.
10. Domatorki — byle komu, aby w domu.

Synek nakrył rodziców w intymnej sytuacji.
— Co robicie?
— Popycham mamę — odpowiada mimowolnie spłoszony ojciec.
— To jeszcze nic — stwierdza rezolutny synek — wczoraj jakby się mama nie opierała o szafę, to pan listonosz by ją na pocztę zapchał.




v:1.6.3   1.00 id: 030841