Dwaj szwagrowie postanowili kupić swojej teściowej złote kolczyki. Aby się umocnić w tej decyzji, poszli do restauracji.
Po kilku kolejkach jeden z nich mówi:
— Wiesz co, na złote kolczyki już nie wystarczy pieniędzy. W tym roku kupimy jej srebrne...
Minęło kilka godzin „zakrapianej" zabawy.
— Wiesz co, na srebrne kolczyki też już nie starczy. Ale mam pomysł. W tym roku przekłujemy jej tylko uszy...

  Różne

Inne:

Dlaczego mężczyzna, oświadczając się kobiecie, klęka przed nią?
Aby być na wysokości zadania i wiedzieć, czym to pachnie.

Przychodzi baba do lekarza z chorym dzieckiem. Lekarz bada je dokładnie, po czym mówi:
— Niech się pani rozbiera.
— To nie ja, to dziecko jest chore.
— Jemu już i tak nic nie pomoże. Zrobimy nowe.

— Panie doktorze, ja potrafię latać!
— Dobrze, dobrze, psychiatra przyjmuje piętro wyżej.
— Ale ja nie żartuję — mówi mężczyzna podchodzi do okna, otwiera je i wyskakuje.
Przerażony lekarz podbiega do okna i ku swemu zdumieniu widzi, że facet swobodnie unosi się w powietrzu.
— Panie doktorze, zapraszam, to bardzo łatwe. Wystarczy tylko machać rękoma.
Zafascynowany lekarz wchodzi na parapet, skacze. Spada na dół z dużej wysokości, zabija się.
Facet opada spokojnie, miękko ląduje obok martwego lekarza, patrzy na niego smutno.
— Jak na anioła stróża, to kawał ze mnie drania.

Lekarz — psycholog, bada w wojsku żołnierza.
— Co to jest? pyta się rysując kółko.
— Goła baba.
— A to? — rysuje kwadrat.
— Goła baba. ,
— A to? — rysuje trójkąt.
— Goła baba.
— Szeregowy, wy jesteście zboczeni!
— Ja!? A kto mi te gołe baby rysował?

Na lekcji biologii pani pyta się Jasia.
— Jaki pożytek mamy z gęsi?
— Smalec.
— I co jeszcze?
— Smalec.
Jasiu, na czym śpisz w domu? Na łóżku.
— A co masz pod głową?
— Poduszkę.
— A co jest w poduszce?
— Dziura.
A co wyłazi dziury?
— Pierze.
No właśnie. To powiedz Jasiu, co mamy z gęsi...?
Smalec.

Trzech przedszkolaków licytuje się, którego z nich dziadek jestnajstarszy.
Mój jest taki stary — mówi pierwszy, że cały jest pomarszczony.
— To jeszcze nic — mówi drugi, mój jest taki stary, że jest całkiem siwy.
— A mój był taki stary - wtrąca się trzeci — że tatuś musiał go zastrzelić.

Zajączek chodził po lesie i opowiadał wszystkim zwierzętom, że pisze pracę magisterską na temat „Dlaczego wilki są głupsze od zajęcy". Gdy to usłyszał wilk, rzucił się w pogoń za zającem. Wpadli w krzaki, zakotłowało się, a potem rozległ się drżący głos
wilka.
— Tak, to prawda, wilki są głupsze od zajęcy. Po chwili wilk wyszedł z krzaków ze złamaną łapą, naderwanym uchem i potarganą sierścią. Za nim wyszedł niedźwiedź i otrzepując łapy powiedział — Nieważne, kto pisze pracę, ważne, kto jest jej promotorem...

Pewien rolnik miał wielką fermę kurzą. Żeby się kurom nie nudziło, kupił im koguta. Wiedział, że koguty są jurne, ale ten okaz był wyjątkowy. Pierwszego dnia zaliczył wszystkie kury. — Oj, bracie, przesadzasz — ostrzegał gospodarz. Drugiego dnia kogut przefrunął przez płot do sąsiada, który miał fermę kaczek. Kogut zaliczył wszystkie.

— Oj, bo to się źle skończy — ostrzegał gospodarz. Trzeciego dnia rolnik wychodzi ze swej chaty i widzi, że kogut
leży jak nieżywy.
— A nie mówiłem, nie ostrzegałem! Na to kogut otwiera jedno oko.
— Pssst, zjeżdżaj stąd, bo mi wrony płoszysz!

Znany pisarz zamieszkał w czasie urlopu wraz z żoną u gazdy w Zakopanem. W dzień chodził na wycieczki, a w nocy pisał książkę. Nie podobało się to gaździe, bowiem energia elektryczna kosztuje... Wypomniał to pisarzowi. Ten, aby zakpić z górala, odciągnął go na stronę i mówi:
— Wiecie gazdo, przy świetle to się znacznie lepiej robi...
W nocy podczas pisania raz po raz zerkał w okno, bo u gazdy przez cały czas, aż do rana, paliło się światło. Spotykają się rano.
— No i co gazdo, przy świetle lepiej?
— Iii tam, lepiej. Ino dzieciska miały ubaw.

Agitator przekonuje górali o dobrodziejstwach kolektywizacji ziemi.
W swoim wywodzie często używa argumentu — „Należy iść z prądem".
Zaczyna się dyskusja. Górale wypychają naprzód starego Stacha, który jest najbardziej wygadany:
— Ja tam panocku człek nieuczony, na polityce się nie znam. Ale rybak jestem co się zowie i wiem, że z prądem to byle gówno płynie, a pod prąd jeno ślachetna ryba.

Pijany generał wybrał się na polowanie. Idzie przez las wraz ze swym adiutantem i niesie gotową do strzału broń.
Nagle coś zaszeleściło w krzakach. Generał bez wahania strzela. Adiutant wbiega w krzaki, aby sprawdzić celność strzału. Po chwili wraca.
— Melduję posłusznie, obywatelu generale, że zastrzeliliście krowę.
— Krowę? To niemożliwe? Zwyczajna krowa nie włóczy się po nocy w lesie. To musiała być dzika krowa.
Idą dalej. Znów coś zaszeleściło w krzakach. Generał znowu strzela. Adiutant wbiega w krzaki i po chwili wraca z meldunkiem.
— Nic nadzwyczajnego, obywatelu generale. To była dzika baba.

Rybak, lubiący wypić, złapał złotą rybkę, a ta obiecuje mu spełnić trzy życzenia. Rybak nie bardzo wierzy, więc dysponuje ostrożnie.
— Spraw, aby woda w tym wiadrze zamieniła się w wódkę. Rybak schyla się, próbuje. Wspaniała, schłodzona „Wyborowa".
— Spraw, aby cała woda w tym jeziorze zamieniła się w wódkę. Rybak pochylił się, spróbował, po czym rzucił się głową naprzód. Pił, pił prawie do utraty przytomności.
— Rybaku, jakie jest twoje trzecie życzenie.
— A, dobra rybko, postaw pół litra i jesteśmy kwita.

Mąż dzwoni z pracy do domu.
— Kochanie, wrócę dzisiaj nieco później. Wiesz, przyjechała dzisiaj do nas zagraniczna delegacja. Będziemy z nimi omawiać szczegóły kontraktu...
— Akurat, ja cię dobrze znam. Wrócisz o czwartej nad ranem, pijany w sztok i bez pieniędzy.
Po 22-giej mąż znowu dzwoni do domu i nieco „zmęczonym" głosem mówi:
— Kochanie, już za godzinę będę w domu. Te negocjacje nieco się przedłużyły, ale niedługo koniec.
— Akurat, ja cię dobrze znam. Wrócisz o czwartej nad ranem,
pijany w sztok i bez pieniędzy.
Jest czwarta rano. Facet stoi przed drzwiami swojego domu. Jest pijany w sztok i bez pieniędzy. Kiwa się nad wycieraczką i mruczy:
— No i wykrakała...

— Jak się nazywa mały Niemiec?
— Mikroszkop.
— A mała Turczynka?
— Miniaturka.
— Jak się nazywa policjant pochodzenia indiańskiego?
— Indianopolis.


- Jak się nazywa żona popa?
- Poparzona.
A żona draba? Drabina.

— Jak się nazywa babcia klozetowa?
— Pisuardessa.
— A dziadek klozetowy?
— Kałboj.

Bitwa o Anglię kończy się klęską niemieckiej Luftwaffe. Hitler rozkazuje wezwać do siebie mądrego rabina, aby ten podpowiedział mu, w jakiś sposób zawojować Anglię. — Jest na to prosty sposób — doradza rabin. Potrzebna jest do tego laska Mojżesza, dzięki której rozstąpiły się wody Morza Czerwonego przed uciekającymi z Egiptu Żydami. Gdybyś miał taką laskę, twoje wojska przeszły by suchą nogą kanał La Manche.
— A gdzie jest ta laska?
— W muzeum.
— W którym muzeum?
— W British Museum w Londynie.

Szedł sobie garbaty facet nocą przez cmentarz, gdy nagle zastąpił mu drogę upiór.
— Co masz!
— Ja, ja, mam tylko... garb.
— Dawaj — rzekł upiór i oswobodził kalekę od garbu. Uszczęśliwiony człowiek pobiegł do domu i opowiedział o wszystkim żonie. Ta rzecz jasna powtórzyła sąsiadce, której mąż był kulawy.
— Idź stary na cmentarz i gdy ten upiór spyta cię co masz, powiedz, że kulawą nogę.
Kulawy tak zrobił. Ledwo wszedł na cmentarz, a tu drogę zastępuje mu upiór.
— Masz garba?
— Nie mam.
— No to masz.

Kowalski po wypłacie wypił w barze pół litra wódki z kolegą. Mieli ochotę na jeszcze, więc Kowalski zaprosił go do siebie do domu.
— Siądźmy w kuchni, bo w pokoju śpi żona, nie będziemy jej przeszkadzać.
Gdy Kowalski wyszedł do łazienki, jego kolega po cichu zajrzał do pokoju.
— Franek, twoja żona śpi z jakimś facetem!!!
— Ja go znam, nie warto go budzić, on nie pije wódki...


v:1.6.3   0.99 id: 460833