Jasio z VIII c jest największym chuliganem w całej szkole. Dyrektor kazał mu wezwać do szkoły matkę. Na drugi dzień Jasio przychodzi do szkoły bez matki.
— Gdzie matka?
— Nie żyje. Walec ją wczoj ąj rozjechał.
— Biedny chłopcze, współczuję ci. Proszę, niech ojciec przyjdzie do szkoły, zastanowimy się nad twoim dalszym losem.
— Ojca wczoraj też rozjechał walec.
— Oj biedaku, co ty teraz będziesz robił?
— Jak to, co? Będę dalej jeździł walcem!

  O dzieciach

Inne:

Mąż wraca z pracy i ma wielką ochotę przyłożyć swojej żonie. Szuka pretekstu.
— Zupa! — wydaje polecenie.
W tym samym momencie na stole pojawia się talerz gorącej, pachnącej zupy.
— Drugie danie!
W tym samym momencie na stół podane zostaje ulubione drugie danie męża. Ten jest wściekły, że żona mu utrudnia.
— Pod stół!
Potulna żona wskakuje pod stół.
— Szczekaj!
— Hau, hau — odzywa się z pod stołu żona.
— Na swojego szczekasz...!!!

Dlaczego mężczyzna, oświadczając się kobiecie, klęka przed nią?
Aby być na wysokości zadania i wiedzieć, czym to pachnie.

Dwóch facetów pomogło młodej dziewczynie naprawić samochód. Po robocie ona uśmiecha się wdzięcznie i pyta się:
— A jak będzie z zapłatą? Wolą panowie pieniądze, czy majteczki?
— Daj pani pieniądze. Odjechała. Oni dalej idą drogą.
— Głupia ona czy co? Na co nam jej majteczki? Ani na mnie, ani na ciebie...

Wychodzi baba od lekarza.
— Na śmierć zapomniałam jak lekarz nazwał moją chorobę. Zawraca.
— Panie doktorze. Pan tak dziwnie nazwał moją chorobę... Jak to było? Żaba? Ryba?
— Nie proszę pani, to rak.

Przychodzi baba do lekarza z chorym dzieckiem. Lekarz bada je dokładnie, po czym mówi:
— Niech się pani rozbiera.
— To nie ja, to dziecko jest chore.
— Jemu już i tak nic nie pomoże. Zrobimy nowe.

— Panie doktorze, ja potrafię latać!
— Dobrze, dobrze, psychiatra przyjmuje piętro wyżej.
— Ale ja nie żartuję — mówi mężczyzna podchodzi do okna, otwiera je i wyskakuje.
Przerażony lekarz podbiega do okna i ku swemu zdumieniu widzi, że facet swobodnie unosi się w powietrzu.
— Panie doktorze, zapraszam, to bardzo łatwe. Wystarczy tylko machać rękoma.
Zafascynowany lekarz wchodzi na parapet, skacze. Spada na dół z dużej wysokości, zabija się.
Facet opada spokojnie, miękko ląduje obok martwego lekarza, patrzy na niego smutno.
— Jak na anioła stróża, to kawał ze mnie drania.

Lekarz — psycholog, bada w wojsku żołnierza.
— Co to jest? pyta się rysując kółko.
— Goła baba.
— A to? — rysuje kwadrat.
— Goła baba. ,
— A to? — rysuje trójkąt.
— Goła baba.
— Szeregowy, wy jesteście zboczeni!
— Ja!? A kto mi te gołe baby rysował?

— Panie doktorze proszę o poradę. Przychodzę przedwczoraj z pracy do domu, a tam żona leży w łóżku z obcym facetem. Jak mnie zobaczyła, to powiedziała abym poszedł do kuchni i tam zrobił sobie kawę.
Wczoraj to samo, dzisiaj znowu!
— Panu jest potrzebny adwokat, a nie lekarz.
— Ale ja chciałbym wiedzieć, czy picie takiej ilości kawy nie szkodzi zdrowiu...

Na lekcji polskiego dzieci rozwiązywały wraz z panią krzyżówkę. Wszystkie wyrazy zostały odgadnięte, z wyjątkiem jednego. Była to część ciała ludzkiego składająca się z pięciu liter. Pierwsza litera p, ostatnia a. Nikt z dzieci nie wiedział z wyjątkiem Jasia, który czerwony z emocji zgłaszał się do odpowiedzi. Pani nie chciała go słuchać, bowiem Jasio znany był z upodobania do wymieniania brzydkich wyrazów. W końcu jednak ustąpiła.
— To jest pięta, proszę pani.
— Brawo Jasiu, doskonale! Podoba mi się twój tok myślenia.
— Proszę pani, teraz ja mam dla pani zagadkę. Co to jest: długie, giętkie, na trzy litery, w środku u.
Pani zaczerwieniła się i wyrzuciła Jasia z klasy. Po lekcji rozżalony malec zgłasza się do niej i prosi o uzasadnienie kary.
— Chciałeś powiedzieć brzydkie słowo.
— Wcale nie. To słowo to łuk, ale podoba mi się pani tok myślenia.

Na lekcji biologii pani pyta się Jasia.
— Jaki pożytek mamy z gęsi?
— Smalec.
— I co jeszcze?
— Smalec.
Jasiu, na czym śpisz w domu? Na łóżku.
— A co masz pod głową?
— Poduszkę.
— A co jest w poduszce?
— Dziura.
A co wyłazi dziury?
— Pierze.
No właśnie. To powiedz Jasiu, co mamy z gęsi...?
Smalec.

Trzech przedszkolaków licytuje się, którego z nich dziadek jestnajstarszy.
Mój jest taki stary — mówi pierwszy, że cały jest pomarszczony.
— To jeszcze nic — mówi drugi, mój jest taki stary, że jest całkiem siwy.
— A mój był taki stary - wtrąca się trzeci — że tatuś musiał go zastrzelić.

Na lekcji wychowania plastycznego pani zadała dzieciom do narysowania abstrakcyjny temat — panikę. Dzieci się mozolą, rysując sceny pożarów, zamachów terrorystycznych, itp. Tylko Jasiu siedzi beztroski. Narysował dużą, czerwoną kropkę.
— Co to ma być?
— Jak to co? Panika.
— Dlaczego?
— Moja siostra każdego miesiąca stawiała w kalendarzu taką kropkę. W tym miesiącu nie postawiła. Żeby pani widziała, jaka w domu była panika...

Zajączek chodził po lesie i opowiadał wszystkim zwierzętom, że pisze pracę magisterską na temat „Dlaczego wilki są głupsze od zajęcy". Gdy to usłyszał wilk, rzucił się w pogoń za zającem. Wpadli w krzaki, zakotłowało się, a potem rozległ się drżący głos
wilka.
— Tak, to prawda, wilki są głupsze od zajęcy. Po chwili wilk wyszedł z krzaków ze złamaną łapą, naderwanym uchem i potarganą sierścią. Za nim wyszedł niedźwiedź i otrzepując łapy powiedział — Nieważne, kto pisze pracę, ważne, kto jest jej promotorem...

Zły niedźwiedź chodził po lesie i tylko czekał, aby komuś przyłożyć. Zobaczył zająca.
— Ty zając, czemu chodzisz bez czapki? I łup go!
Idzie dalej, zobaczył wilka.
— Wiesz co, mam ochotę komuś przyłożyć...
— No to idziemy do zająca...
— On już dostał, głupio tak jakoś...
— Pretekst zawsze się znajdzie. Poprosisz go o papierosa. Jak da z filtrem to powiesz, że chciałeś bez filtra. Jak da bez filtra to powiesz, że chciałeś z filtrem.
Poszli do zająca.
— Cześć zajączku, poczęstuj mnie papierosem.
— Chcesz z filtrem, czy bez filtra?
— Zając, ty znowu bez czapki chodzisz...

Znany pisarz zamieszkał w czasie urlopu wraz z żoną u gazdy w Zakopanem. W dzień chodził na wycieczki, a w nocy pisał książkę. Nie podobało się to gaździe, bowiem energia elektryczna kosztuje... Wypomniał to pisarzowi. Ten, aby zakpić z górala, odciągnął go na stronę i mówi:
— Wiecie gazdo, przy świetle to się znacznie lepiej robi...
W nocy podczas pisania raz po raz zerkał w okno, bo u gazdy przez cały czas, aż do rana, paliło się światło. Spotykają się rano.
— No i co gazdo, przy świetle lepiej?
— Iii tam, lepiej. Ino dzieciska miały ubaw.

Rybak, lubiący wypić, złapał złotą rybkę, a ta obiecuje mu spełnić trzy życzenia. Rybak nie bardzo wierzy, więc dysponuje ostrożnie.
— Spraw, aby woda w tym wiadrze zamieniła się w wódkę. Rybak schyla się, próbuje. Wspaniała, schłodzona „Wyborowa".
— Spraw, aby cała woda w tym jeziorze zamieniła się w wódkę. Rybak pochylił się, spróbował, po czym rzucił się głową naprzód. Pił, pił prawie do utraty przytomności.
— Rybaku, jakie jest twoje trzecie życzenie.
— A, dobra rybko, postaw pół litra i jesteśmy kwita.

Bitwa o Anglię kończy się klęską niemieckiej Luftwaffe. Hitler rozkazuje wezwać do siebie mądrego rabina, aby ten podpowiedział mu, w jakiś sposób zawojować Anglię. — Jest na to prosty sposób — doradza rabin. Potrzebna jest do tego laska Mojżesza, dzięki której rozstąpiły się wody Morza Czerwonego przed uciekającymi z Egiptu Żydami. Gdybyś miał taką laskę, twoje wojska przeszły by suchą nogą kanał La Manche.
— A gdzie jest ta laska?
— W muzeum.
— W którym muzeum?
— W British Museum w Londynie.

Kowalski po wypłacie wypił w barze pół litra wódki z kolegą. Mieli ochotę na jeszcze, więc Kowalski zaprosił go do siebie do domu.
— Siądźmy w kuchni, bo w pokoju śpi żona, nie będziemy jej przeszkadzać.
Gdy Kowalski wyszedł do łazienki, jego kolega po cichu zajrzał do pokoju.
— Franek, twoja żona śpi z jakimś facetem!!!
— Ja go znam, nie warto go budzić, on nie pije wódki...

Marynarz wraca wcześniej z rejsu w czasie gdy żona przyjmuje kochanka. Wypycha go w pośpiechu nagiego na balkon.
Przyjmuje serdecznie męża, podaje mu kolację. Jako, że jest zima a mieszkanie na 10 piętrze, facet nie ma szans.
Puka do drzwi balkonu. Otwiera mu zdziwiony marynarz:
— Bardzo pana przepraszam, byłem właśnie u sąsiadki na górze, kiedy wrócił jej mąż. Zeskoczyłem na wasz balkon. Czy mógłby mi pan pomóc?
— Panie, my mężczyźni musimy sobie pomagać. Pożyczył facetowi swoje ubranie, poczęstował kieliszkiem wódki. Wieczorem kładąc się do łóżka nagle się zamyślił:
— Maryśka, albo ty jesteś kurwa, albo nam piętro dobudowali.


v:1.6.3   1.00 id: 511121