Na lekcji biologii pani pyta się Jasia.
— Jaki pożytek mamy z gęsi?
— Smalec.
— I co jeszcze?
— Smalec.
Jasiu, na czym śpisz w domu? Na łóżku.
— A co masz pod głową?
— Poduszkę.
— A co jest w poduszce?
— Dziura.
A co wyłazi dziury?
— Pierze.
No właśnie. To powiedz Jasiu, co mamy z gęsi...?
Smalec.

  O dzieciach

Inne:

Skończyły się wczasy, Kowalski wrócił na łono rodziny, do żony i dzieci. Po trzech miesiącach otrzymuje list od „koleżanki" z tego samego turnusu. — „Drogi Stasiu, czy pamiętasz ten wspaniały zachód słońca,
który oglądaliśmy przez okno Twojego pokoju? Okazało się, że wtedy nie tylko słońce zaszło..."

Dlaczego mężczyzna, oświadczając się kobiecie, klęka przed nią?
Aby być na wysokości zadania i wiedzieć, czym to pachnie.

Dwóch facetów pomogło młodej dziewczynie naprawić samochód. Po robocie ona uśmiecha się wdzięcznie i pyta się:
— A jak będzie z zapłatą? Wolą panowie pieniądze, czy majteczki?
— Daj pani pieniądze. Odjechała. Oni dalej idą drogą.
— Głupia ona czy co? Na co nam jej majteczki? Ani na mnie, ani na ciebie...

Chłopak i dziewczyna splecieni w miłosnym uścisku.
— Nie wiem dlaczego ja to z tobą robię? Jesteś taka brzydka!
— Mam przecież w sobie coś ładnego...?
— Tak, ale ja to zaraz wyjmę.

Przychodzi baba do lekarza z chorym dzieckiem. Lekarz bada je dokładnie, po czym mówi:
— Niech się pani rozbiera.
— To nie ja, to dziecko jest chore.
— Jemu już i tak nic nie pomoże. Zrobimy nowe.

Przychodzi baba do lekarza.
— Panie doktorze, oboje z mężem mamy już po 80 lat. Jeszcze by się nam chciało, ale już nie wychodzi...
Lekarz dał jej dwie tabletki. Czerwoną dla niej i czarną dla dziadka. Baba miała sklerozę i pomyliła tabletki. Po tygodniu przychodzi do lekarza z pretensjami.
— Co też pan nam dał za świństwa. Ja przez dwa dni leżałam sztywna, a mężowi się pootwierały wszystkie rany.

Lekarz — psycholog, bada w wojsku żołnierza.
— Co to jest? pyta się rysując kółko.
— Goła baba.
— A to? — rysuje kwadrat.
— Goła baba. ,
— A to? — rysuje trójkąt.
— Goła baba.
— Szeregowy, wy jesteście zboczeni!
— Ja!? A kto mi te gołe baby rysował?

Przychodzi jąkała do lekarza.
— Pa-pa-panie do-doktorze ja-ja się ją-jąkam i mi to ba-bardzo prze-przeszkadza w pra-pracy.
— A gdzie pan pracuje?
— Na fe-fermie ku-kurzej.
— I co pan tam robi?
— Ka-ka-karmię ku-kury.
— A w czym panu przeszkadza jąkanie?
Wy-wyjdę rano z zia-ziarnem i jak krzy-krzyknę: Pie! pie! pie! to za-zaraz le-leci do mnie dzie-dziesięć ty-tysięcy ku-kur i dzio-dziobią to zia-ziarno.
Jak już na-nadziobią to sobie pójdą, tylko ten ko-kogut zo-zostaje i dzio-dziobie mnie w ko-kostkę.
Ja do niego mó-mówię spie-spie-spie... i znowu te dzie-dziesięć ty-tysięcy kur le-leci do mnie.

W przedziale wagonu jedzie mama z małym synkiem, a na przeciwko siedzi zadbany pan w średnim wieku.
— Proszę pana, czy ma pan żonę? — pyta się malec.
— Nie, chłopcze.
— A samochód pan ma?
— Mam.
— A dużo pan zarabia?.
— Owszem, niemało.
— Mamusiu, o co jeszcze miałem się zapytać tego pana?

Na lekcji biologii pani pyta się Jasia.
— Jaki pożytek mamy z gęsi?
— Smalec.
— I co jeszcze?
— Smalec.
Jasiu, na czym śpisz w domu? Na łóżku.
— A co masz pod głową?
— Poduszkę.
— A co jest w poduszce?
— Dziura.
A co wyłazi dziury?
— Pierze.
No właśnie. To powiedz Jasiu, co mamy z gęsi...?
Smalec.

Siostra skarży się na brata.
— Mamo, Kaziu obgryza babci paznokcie!
— Kaziu, przestań.
— Mamo, on ciągle obgryza.
— Kaziu, jak nie przestaniesz obgryzać babci paznokci to zamknę trumnę.

Zając ukradł strzelbę myśliwemu i poczuł się bardzo ważny.
Spotyka lisa.
— Cześć lis, zrób kupkę.
— Co ty, zając, oszalałeś.
— Bo strzelam!
............
— No to świetnie, a teraz ją zjedz. Idzie dalej spotyka wilka.
— Cześć wilk, zrób kupkę.
— Ja ci zaraz zrobię...
— Bo strzelam!
............
A teraz ją zjedz.
Słuchaj zając, a czy ta strzelba na pewno jest nabita?
... Wiesz co? To ja ją zjem za ciebie.

Zajączek chodził po lesie i opowiadał wszystkim zwierzętom, że pisze pracę magisterską na temat „Dlaczego wilki są głupsze od zajęcy". Gdy to usłyszał wilk, rzucił się w pogoń za zającem. Wpadli w krzaki, zakotłowało się, a potem rozległ się drżący głos
wilka.
— Tak, to prawda, wilki są głupsze od zajęcy. Po chwili wilk wyszedł z krzaków ze złamaną łapą, naderwanym uchem i potarganą sierścią. Za nim wyszedł niedźwiedź i otrzepując łapy powiedział — Nieważne, kto pisze pracę, ważne, kto jest jej promotorem...

Spotkały się dwa żółwie. Od słowa do słowa i postanowiły rozpić pół litra.
Podszedł do nich trzeci i pyta się, czy może się przyłączyć.
— Oj, to będzie za mało, skocz po drugą butelkę, my tu na ciebie zaczekamy.
Czekają rok, drugi, a jego wciąż nie ma.
— Chyba nie będziemy już dłużej czekać...?
— Pewnie, odkręcaj butelkę...
A na to trzeci żółw ukryty w krzakach.
— Oj, bo nie pójdę...

Znany pisarz zamieszkał w czasie urlopu wraz z żoną u gazdy w Zakopanem. W dzień chodził na wycieczki, a w nocy pisał książkę. Nie podobało się to gaździe, bowiem energia elektryczna kosztuje... Wypomniał to pisarzowi. Ten, aby zakpić z górala, odciągnął go na stronę i mówi:
— Wiecie gazdo, przy świetle to się znacznie lepiej robi...
W nocy podczas pisania raz po raz zerkał w okno, bo u gazdy przez cały czas, aż do rana, paliło się światło. Spotykają się rano.
— No i co gazdo, przy świetle lepiej?
— Iii tam, lepiej. Ino dzieciska miały ubaw.

Agitator przekonuje górali o dobrodziejstwach kolektywizacji ziemi.
W swoim wywodzie często używa argumentu — „Należy iść z prądem".
Zaczyna się dyskusja. Górale wypychają naprzód starego Stacha, który jest najbardziej wygadany:
— Ja tam panocku człek nieuczony, na polityce się nie znam. Ale rybak jestem co się zowie i wiem, że z prądem to byle gówno płynie, a pod prąd jeno ślachetna ryba.

Rybak, lubiący wypić, złapał złotą rybkę, a ta obiecuje mu spełnić trzy życzenia. Rybak nie bardzo wierzy, więc dysponuje ostrożnie.
— Spraw, aby woda w tym wiadrze zamieniła się w wódkę. Rybak schyla się, próbuje. Wspaniała, schłodzona „Wyborowa".
— Spraw, aby cała woda w tym jeziorze zamieniła się w wódkę. Rybak pochylił się, spróbował, po czym rzucił się głową naprzód. Pił, pił prawie do utraty przytomności.
— Rybaku, jakie jest twoje trzecie życzenie.
— A, dobra rybko, postaw pół litra i jesteśmy kwita.

Bitwa o Anglię kończy się klęską niemieckiej Luftwaffe. Hitler rozkazuje wezwać do siebie mądrego rabina, aby ten podpowiedział mu, w jakiś sposób zawojować Anglię. — Jest na to prosty sposób — doradza rabin. Potrzebna jest do tego laska Mojżesza, dzięki której rozstąpiły się wody Morza Czerwonego przed uciekającymi z Egiptu Żydami. Gdybyś miał taką laskę, twoje wojska przeszły by suchą nogą kanał La Manche.
— A gdzie jest ta laska?
— W muzeum.
— W którym muzeum?
— W British Museum w Londynie.

Hrabia po dłuższym pobycie zagranicą wraca do swych posiadłości. Na dworcu czeka na niego zaprzęg koni, powożony przez wiernego sługę Jana.
- No i co Janie zdarzyło się we dworze podczas mojej nieobecności?
- Nic takiego panie... no może to, że Azorek zdechł.
- Azorek? Mój ulubiony pies? Jak to się stało?
- Ano nażarł się końskiej padliny to i zdechł.
- A skąd we dworze końska padlina?
- Konie się poparzyły, to i zdechły.
- Od czego się poparzyły?
- Od ognia panie, jak stajnia się paliła.
- A kto podpalił stajnię!
- Nikt nie podpalił, od płonącego dworu się zajęła.
- Na miłość boską, to i dwór spłonął? Jak to się stało?
- Ano, po prostu. Przy trumnie, w której leżało ciało miłościwej pani hrabiny, stały świeczki i jedna się przewróciła...

Kowalski po wypłacie wypił w barze pół litra wódki z kolegą. Mieli ochotę na jeszcze, więc Kowalski zaprosił go do siebie do domu.
— Siądźmy w kuchni, bo w pokoju śpi żona, nie będziemy jej przeszkadzać.
Gdy Kowalski wyszedł do łazienki, jego kolega po cichu zajrzał do pokoju.
— Franek, twoja żona śpi z jakimś facetem!!!
— Ja go znam, nie warto go budzić, on nie pije wódki...


v:1.6.3   3.17 id: 581221