Przychodzi baba do lekarza.
— Panie doktorze, oboje z mężem mamy już po 80 lat. Jeszcze by się nam chciało, ale już nie wychodzi...
Lekarz dał jej dwie tabletki. Czerwoną dla niej i czarną dla dziadka. Baba miała sklerozę i pomyliła tabletki. Po tygodniu przychodzi do lekarza z pretensjami.
— Co też pan nam dał za świństwa. Ja przez dwa dni leżałam sztywna, a mężowi się pootwierały wszystkie rany.

  Przychodzi baba do...

Inne:

Panie doktorze, jesteśmy z żoną już pół roku po ślubie i współżycie nam nie wychodzi. Tak szczerze mówiąc to nie bardzo wiem, jak to się robi...

Lekarz, młody kawaler po studiach, a w dodatku nieśmiały, nie bardzo wiedział jak objaśnić rzecz pacjentowi? Przywołał go do okna.
— Widzi pan te dwa pieski na trawniku? To trzeba robić tak samo.
Po kilku dniach uszczęśliwiony pacjent wpada jak burza do gabinetu.
— Panie doktorze, serdecznie panu dziękuję. Współżycie układa nam się teraz wspaniale. Tylko na początku żona nie chciała wyjść na trawnik...

Mąż i żona, młode małżeństwo umówili się, że będą się kochać tylko w te dni tygodnia, które w nazwie mają literkę „r". Budzą się rano.
— Jaki mamy dziś dzień kochanie? — pyta się on.
— Niedzierla.

Dlaczego mężczyzna, oświadczając się kobiecie, klęka przed nią?
Aby być na wysokości zadania i wiedzieć, czym to pachnie.

W sądzie toczy się rozprawa przeciwko homoseksualiście oskarżonemu o gwałt dokonany na zakonnicy.
— Dlaczego zgwałcił pan tę biedną kobietę?
— Myślałem, że to jest Zorro...

Przychodzi baba do lekarza.
— Panie doktorze, mam wstające piersi.
— Proszę zdjąć biustonosz.
I faktycznie. Baba zdejmuje biustonosz, piersi podnoszą się. Zakłada, opadają. Pokazała to kilka razy. Lekarz patrzy na nią i mówi:
— Nie mam pojęcia na czym polega to zjawisko, ale czuję, że jest zaraźliwe.

Przychodzi baba do lekarza z chorym dzieckiem. Lekarz bada je dokładnie, po czym mówi:
— Niech się pani rozbiera.
— To nie ja, to dziecko jest chore.
— Jemu już i tak nic nie pomoże. Zrobimy nowe.

Przychodzi baba do lekarza.
— Panie doktorze, ja mam chyba w sobie zbyt dużo hormonów męskich?
— Dlaczego pani tak sądzi?
— Bo widzi pan, muszę się codziennie golić, mam silnie owłosioną klatkę piersiową i w ogóle włosy rosną mi w dół aż do samego członka.

— Panie doktorze, ja potrafię latać!
— Dobrze, dobrze, psychiatra przyjmuje piętro wyżej.
— Ale ja nie żartuję — mówi mężczyzna podchodzi do okna, otwiera je i wyskakuje.
Przerażony lekarz podbiega do okna i ku swemu zdumieniu widzi, że facet swobodnie unosi się w powietrzu.
— Panie doktorze, zapraszam, to bardzo łatwe. Wystarczy tylko machać rękoma.
Zafascynowany lekarz wchodzi na parapet, skacze. Spada na dół z dużej wysokości, zabija się.
Facet opada spokojnie, miękko ląduje obok martwego lekarza, patrzy na niego smutno.
— Jak na anioła stróża, to kawał ze mnie drania.

Lekarz — psycholog, bada w wojsku żołnierza.
— Co to jest? pyta się rysując kółko.
— Goła baba.
— A to? — rysuje kwadrat.
— Goła baba. ,
— A to? — rysuje trójkąt.
— Goła baba.
— Szeregowy, wy jesteście zboczeni!
— Ja!? A kto mi te gołe baby rysował?

— Panie doktorze proszę o poradę. Przychodzę przedwczoraj z pracy do domu, a tam żona leży w łóżku z obcym facetem. Jak mnie zobaczyła, to powiedziała abym poszedł do kuchni i tam zrobił sobie kawę.
Wczoraj to samo, dzisiaj znowu!
— Panu jest potrzebny adwokat, a nie lekarz.
— Ale ja chciałbym wiedzieć, czy picie takiej ilości kawy nie szkodzi zdrowiu...

Na lekcji polskiego dzieci rozwiązywały wraz z panią krzyżówkę. Wszystkie wyrazy zostały odgadnięte, z wyjątkiem jednego. Była to część ciała ludzkiego składająca się z pięciu liter. Pierwsza litera p, ostatnia a. Nikt z dzieci nie wiedział z wyjątkiem Jasia, który czerwony z emocji zgłaszał się do odpowiedzi. Pani nie chciała go słuchać, bowiem Jasio znany był z upodobania do wymieniania brzydkich wyrazów. W końcu jednak ustąpiła.
— To jest pięta, proszę pani.
— Brawo Jasiu, doskonale! Podoba mi się twój tok myślenia.
— Proszę pani, teraz ja mam dla pani zagadkę. Co to jest: długie, giętkie, na trzy litery, w środku u.
Pani zaczerwieniła się i wyrzuciła Jasia z klasy. Po lekcji rozżalony malec zgłasza się do niej i prosi o uzasadnienie kary.
— Chciałeś powiedzieć brzydkie słowo.
— Wcale nie. To słowo to łuk, ale podoba mi się pani tok myślenia.

Na lekcji biologii pani pyta się Jasia.
— Jaki pożytek mamy z gęsi?
— Smalec.
— I co jeszcze?
— Smalec.
Jasiu, na czym śpisz w domu? Na łóżku.
— A co masz pod głową?
— Poduszkę.
— A co jest w poduszce?
— Dziura.
A co wyłazi dziury?
— Pierze.
No właśnie. To powiedz Jasiu, co mamy z gęsi...?
Smalec.

Przychodzi zając do sklepu z artykułami żelaznymi.
— Dzień dobry, czy są rogaliki?
— Nie ma, tu jest sklep żelazny.
Na drugi dzień zając jest znowu w sklepie.
— Czy są rogaliki?
— Mówiłem już, tu jest sklep żelazny...
Na trzeci dzień.
— Czy wreszcie przywieźli te rogaliki?
— Słuchaj zając, jeżeli jeszcze raz przyjdziesz tu i spytasz się o rogaliki, to ci uszy do lady gwoździami poprzybijam!
Na czwarty dzień przychodzi zając i pyta się.
— Dzień dobry, czy są gwoździe?
— Nie ma.
— A rogaliki?

Zajączek chodził po lesie i opowiadał wszystkim zwierzętom, że pisze pracę magisterską na temat „Dlaczego wilki są głupsze od zajęcy". Gdy to usłyszał wilk, rzucił się w pogoń za zającem. Wpadli w krzaki, zakotłowało się, a potem rozległ się drżący głos
wilka.
— Tak, to prawda, wilki są głupsze od zajęcy. Po chwili wilk wyszedł z krzaków ze złamaną łapą, naderwanym uchem i potarganą sierścią. Za nim wyszedł niedźwiedź i otrzepując łapy powiedział — Nieważne, kto pisze pracę, ważne, kto jest jej promotorem...

Znany pisarz zamieszkał w czasie urlopu wraz z żoną u gazdy w Zakopanem. W dzień chodził na wycieczki, a w nocy pisał książkę. Nie podobało się to gaździe, bowiem energia elektryczna kosztuje... Wypomniał to pisarzowi. Ten, aby zakpić z górala, odciągnął go na stronę i mówi:
— Wiecie gazdo, przy świetle to się znacznie lepiej robi...
W nocy podczas pisania raz po raz zerkał w okno, bo u gazdy przez cały czas, aż do rana, paliło się światło. Spotykają się rano.
— No i co gazdo, przy świetle lepiej?
— Iii tam, lepiej. Ino dzieciska miały ubaw.

Rybak, lubiący wypić, złapał złotą rybkę, a ta obiecuje mu spełnić trzy życzenia. Rybak nie bardzo wierzy, więc dysponuje ostrożnie.
— Spraw, aby woda w tym wiadrze zamieniła się w wódkę. Rybak schyla się, próbuje. Wspaniała, schłodzona „Wyborowa".
— Spraw, aby cała woda w tym jeziorze zamieniła się w wódkę. Rybak pochylił się, spróbował, po czym rzucił się głową naprzód. Pił, pił prawie do utraty przytomności.
— Rybaku, jakie jest twoje trzecie życzenie.
— A, dobra rybko, postaw pół litra i jesteśmy kwita.

- Kiedy żołnierz może używać broni?
- Gdy Bronią skończy 16 lat.
- Co żołnierz je?
- Żołnierz je obrońcą naszych granic.
- Ile par butów ma żołnierz i z czego?
Dwie pary, z czego jedna stale w magazynie.
- Co żołnierz ma pod łóżkiem? Porządek.
A co ma w spodniach?
Chodzić.
Po co ma płaszcz?
Po kolana.

Żołnierz rosyjski dostał w czasie wojny tygodniową przepustkę. Trzy dni jechał do domu na nartach, dzień pobył w domu i trzy dni wracał do jednostki.
Po powrocie przywitał się z kolegami, wyciągnął z plecaka pół litra samogonu i mówi:
— Kto zgadnie, jaka była moja pierwsza czynność po przybyciu do domu, ten dostanie tą butelkę.
— Użyłeś żonę — zgaduje Iwan.
— Butelka twoja. Wyciąga drugą butelkę.
— Kto zgadnie, jaka była moja druga czynność po przybyciu do domu, ten dostanie tą butelkę.
— Użyłeś żonę — zgaduje Sasza.
— Butelka twoja.
Wyciąga trzecią butelkę.
— Kto zgadnie, jaka była moja trzecia czynność po przybycijltlo domu...
— Użyłeś żonę — zgaduje na pewniaka Siergiej. "
— Nie, zdjąłem narty...

Bitwa o Anglię kończy się klęską niemieckiej Luftwaffe. Hitler rozkazuje wezwać do siebie mądrego rabina, aby ten podpowiedział mu, w jakiś sposób zawojować Anglię. — Jest na to prosty sposób — doradza rabin. Potrzebna jest do tego laska Mojżesza, dzięki której rozstąpiły się wody Morza Czerwonego przed uciekającymi z Egiptu Żydami. Gdybyś miał taką laskę, twoje wojska przeszły by suchą nogą kanał La Manche.
— A gdzie jest ta laska?
— W muzeum.
— W którym muzeum?
— W British Museum w Londynie.

Kowalski po wypłacie wypił w barze pół litra wódki z kolegą. Mieli ochotę na jeszcze, więc Kowalski zaprosił go do siebie do domu.
— Siądźmy w kuchni, bo w pokoju śpi żona, nie będziemy jej przeszkadzać.
Gdy Kowalski wyszedł do łazienki, jego kolega po cichu zajrzał do pokoju.
— Franek, twoja żona śpi z jakimś facetem!!!
— Ja go znam, nie warto go budzić, on nie pije wódki...


v:1.6.3   1.00 id: 550235