Siedzi baca nad strumieniem i pierze w nim przeraźliwie miauczącego kota.
— Baco, kotów się nie pierze — zwraca mu delikatnie uwagę przechodzący turysta.
— A co wy tam wicie... — lekceważy go baca.
Po kilku godzinach turysta znowu przechodzi obok strumienia. Widzi bacę, obok którego leży nieżywy kot.
— A nie mówiłem baco, że kotów się nie pierze?!
— Pierze się, pierze, ino się nie wyżyma...

  Górale

Inne:

Dlaczego mężczyzna, oświadczając się kobiecie, klęka przed nią?
Aby być na wysokości zadania i wiedzieć, czym to pachnie.

Przychodzi baba do lekarza z chorym dzieckiem. Lekarz bada je dokładnie, po czym mówi:
— Niech się pani rozbiera.
— To nie ja, to dziecko jest chore.
— Jemu już i tak nic nie pomoże. Zrobimy nowe.

Przychodzi baba do lekarza. Ten ją bada, po czym mówi:
— Proszę oddać mocz do analizy. Probówka stoi tam na szafie. Ja za chwilę wrócę.
Wraca po 10 minutach i oczom nie wierzy. Cała ściana i podłoga mokra.
— Pani chyba oszalała?
— Wcale nie. Niełatwo jest oddać mocz do probówki stojącej na szafie — wyjaśnia ze spokojem baba.

Lekarz — psycholog, bada w wojsku żołnierza.
— Co to jest? pyta się rysując kółko.
— Goła baba.
— A to? — rysuje kwadrat.
— Goła baba. ,
— A to? — rysuje trójkąt.
— Goła baba.
— Szeregowy, wy jesteście zboczeni!
— Ja!? A kto mi te gołe baby rysował?

Na lekcji polskiego dzieci rozwiązywały wraz z panią krzyżówkę. Wszystkie wyrazy zostały odgadnięte, z wyjątkiem jednego. Była to część ciała ludzkiego składająca się z pięciu liter. Pierwsza litera p, ostatnia a. Nikt z dzieci nie wiedział z wyjątkiem Jasia, który czerwony z emocji zgłaszał się do odpowiedzi. Pani nie chciała go słuchać, bowiem Jasio znany był z upodobania do wymieniania brzydkich wyrazów. W końcu jednak ustąpiła.
— To jest pięta, proszę pani.
— Brawo Jasiu, doskonale! Podoba mi się twój tok myślenia.
— Proszę pani, teraz ja mam dla pani zagadkę. Co to jest: długie, giętkie, na trzy litery, w środku u.
Pani zaczerwieniła się i wyrzuciła Jasia z klasy. Po lekcji rozżalony malec zgłasza się do niej i prosi o uzasadnienie kary.
— Chciałeś powiedzieć brzydkie słowo.
— Wcale nie. To słowo to łuk, ale podoba mi się pani tok myślenia.

Na lekcji biologii pani pyta się Jasia.
— Jaki pożytek mamy z gęsi?
— Smalec.
— I co jeszcze?
— Smalec.
Jasiu, na czym śpisz w domu? Na łóżku.
— A co masz pod głową?
— Poduszkę.
— A co jest w poduszce?
— Dziura.
A co wyłazi dziury?
— Pierze.
No właśnie. To powiedz Jasiu, co mamy z gęsi...?
Smalec.

Zając ukradł strzelbę myśliwemu i poczuł się bardzo ważny.
Spotyka lisa.
— Cześć lis, zrób kupkę.
— Co ty, zając, oszalałeś.
— Bo strzelam!
............
— No to świetnie, a teraz ją zjedz. Idzie dalej spotyka wilka.
— Cześć wilk, zrób kupkę.
— Ja ci zaraz zrobię...
— Bo strzelam!
............
A teraz ją zjedz.
Słuchaj zając, a czy ta strzelba na pewno jest nabita?
... Wiesz co? To ja ją zjem za ciebie.

Zajączek chodził po lesie i opowiadał wszystkim zwierzętom, że pisze pracę magisterską na temat „Dlaczego wilki są głupsze od zajęcy". Gdy to usłyszał wilk, rzucił się w pogoń za zającem. Wpadli w krzaki, zakotłowało się, a potem rozległ się drżący głos
wilka.
— Tak, to prawda, wilki są głupsze od zajęcy. Po chwili wilk wyszedł z krzaków ze złamaną łapą, naderwanym uchem i potarganą sierścią. Za nim wyszedł niedźwiedź i otrzepując łapy powiedział — Nieważne, kto pisze pracę, ważne, kto jest jej promotorem...

Podchodzi mamut do mamucicy.
— Mmmmyyyy?
— Y
Podchodzi do drugiej.
— Mmmmyyyy?
— Y!
Próbuje szczęścia u trzeciej.
— Mmmmyyyy?
— Y!
1 w ten właśnie sposób wyginęły mamuty.

Znany pisarz zamieszkał w czasie urlopu wraz z żoną u gazdy w Zakopanem. W dzień chodził na wycieczki, a w nocy pisał książkę. Nie podobało się to gaździe, bowiem energia elektryczna kosztuje... Wypomniał to pisarzowi. Ten, aby zakpić z górala, odciągnął go na stronę i mówi:
— Wiecie gazdo, przy świetle to się znacznie lepiej robi...
W nocy podczas pisania raz po raz zerkał w okno, bo u gazdy przez cały czas, aż do rana, paliło się światło. Spotykają się rano.
— No i co gazdo, przy świetle lepiej?
— Iii tam, lepiej. Ino dzieciska miały ubaw.

Agitator przekonuje górali o dobrodziejstwach kolektywizacji ziemi.
W swoim wywodzie często używa argumentu — „Należy iść z prądem".
Zaczyna się dyskusja. Górale wypychają naprzód starego Stacha, który jest najbardziej wygadany:
— Ja tam panocku człek nieuczony, na polityce się nie znam. Ale rybak jestem co się zowie i wiem, że z prądem to byle gówno płynie, a pod prąd jeno ślachetna ryba.

Egzekutywa przyjmuje bacę do partii. Sekretarz zadaje podchwytliwe pytania.
— Idziecie baco wedle przepaści, a tam stoją Amerykanin i Rosjanin. Kogo zepchnęlibyście w przepaść, gdyby partia kazała?
— Adyć Ruskiego!
Baca zostaje wysłany na kurs ideologiczny do Nowego Targu i po pół roku ponownie staje przed partyjną komisją.
— No więc baco, powtarzam pytanie. Kogo byście strącili w przepaść, gdyby partia kazała?
— A wy? — pyta się, nie w ciemię bity, baca.
— Ja oczywiście Amerykanina.
— No, widzicie — mówi „zasmucony" baca — mnie znowu Ruski zostaje.

Rybak, lubiący wypić, złapał złotą rybkę, a ta obiecuje mu spełnić trzy życzenia. Rybak nie bardzo wierzy, więc dysponuje ostrożnie.
— Spraw, aby woda w tym wiadrze zamieniła się w wódkę. Rybak schyla się, próbuje. Wspaniała, schłodzona „Wyborowa".
— Spraw, aby cała woda w tym jeziorze zamieniła się w wódkę. Rybak pochylił się, spróbował, po czym rzucił się głową naprzód. Pił, pił prawie do utraty przytomności.
— Rybaku, jakie jest twoje trzecie życzenie.
— A, dobra rybko, postaw pół litra i jesteśmy kwita.

Pani przyniosła na lekcję biologii akwarium. Gdy weszła do klasy, Jasio, znany kawalarz, gwizdnął, ile miał sił w płucach. Przestraszona pani puściła akwarium na podłogę. Rybki i akwarium poszły na straty. Zrobiła się wielka awantura.
Dyrektor kazał milicjantom przywieźć matkę Jasia do szkoły. Przestraszona kobiecina, prowadząca gospodarstwo rolne, stanęła na progu gabinetu dyrektora trzęsąc się ze strachu. Gdy ten powiedział, co się stało, odetchnęła z ulgą.
— Jużem myślała, że coś gorszego nabroił. Wie pan, jak kiedyś doiłam krowę, a Jasio głośno gwizdnął, to tylko mi cycki w rękach zostały.

Bitwa o Anglię kończy się klęską niemieckiej Luftwaffe. Hitler rozkazuje wezwać do siebie mądrego rabina, aby ten podpowiedział mu, w jakiś sposób zawojować Anglię. — Jest na to prosty sposób — doradza rabin. Potrzebna jest do tego laska Mojżesza, dzięki której rozstąpiły się wody Morza Czerwonego przed uciekającymi z Egiptu Żydami. Gdybyś miał taką laskę, twoje wojska przeszły by suchą nogą kanał La Manche.
— A gdzie jest ta laska?
— W muzeum.
— W którym muzeum?
— W British Museum w Londynie.

Indianie złapali kowboja, przywiązali do pala i tańczą wokół niego taniec śmierci.
— Ty, ale masz przerąbane — odezwał się nagle do kowboja jego anioł stróż.
— To co mam robić?
— Ja ci poluzuję więzy, a ty złap za tomahawk i zabij wodza Indian.
Tak się też stało, ale Indianie szybko otrząsnęli się z zaskoczenia, złapali kowboja i znowu przywiązali go do pala.
— Ty — zagaduje znowu anioł stróż.
— Co?
— Teraz to dopiero masz przerąbane...

Kowalski po wypłacie wypił w barze pół litra wódki z kolegą. Mieli ochotę na jeszcze, więc Kowalski zaprosił go do siebie do domu.
— Siądźmy w kuchni, bo w pokoju śpi żona, nie będziemy jej przeszkadzać.
Gdy Kowalski wyszedł do łazienki, jego kolega po cichu zajrzał do pokoju.
— Franek, twoja żona śpi z jakimś facetem!!!
— Ja go znam, nie warto go budzić, on nie pije wódki...


v:1.6.3   1.00 id: 021254