W rodzinie Kowalskich wielka radość. Urodziło się pierwsze dziecko — chłopiec. Mama Kowalska na chrzciny zaprosiła znajomą wróżkę. Ta ku zaskoczeniu wszystkich orzekła, że dziecko obdarzone jest magiczną mocą, kogo zawoła, ten umrze. Nic dziwnego, że odtąd wszyscy starali się obchodzić dziecko możliwie daleko. Ale do czasu. Pewnego razu chłopczyk zawołał:
— Baba!
I stało się! Babcia runęła na podłogę nieżywa. Minęło kilka miesięcy, chłopczyk krzyknął ponownie:
— Dziadzia!
W tym samym momencie dziadek zszedł z tego świata. Na rodzinę padł strach, kto następny. Nie trzeba było czekać długo, bo już na drugi dzień chłopczyk krzyknął:
— Tata!
Biedny Kowalski zbladł, chwycił się za serce, a tu za ścianą u sąsiadów wielki rumor i rozpacz — Wiśniewski padł nieżywy.

  Różne

Inne:

Dlaczego mężczyzna, oświadczając się kobiecie, klęka przed nią?
Aby być na wysokości zadania i wiedzieć, czym to pachnie.

Przychodzi baba do lekarza z chorym dzieckiem. Lekarz bada je dokładnie, po czym mówi:
— Niech się pani rozbiera.
— To nie ja, to dziecko jest chore.
— Jemu już i tak nic nie pomoże. Zrobimy nowe.

Lekarz — psycholog, bada w wojsku żołnierza.
— Co to jest? pyta się rysując kółko.
— Goła baba.
— A to? — rysuje kwadrat.
— Goła baba. ,
— A to? — rysuje trójkąt.
— Goła baba.
— Szeregowy, wy jesteście zboczeni!
— Ja!? A kto mi te gołe baby rysował?

Na lekcji wychowania obywatelskiego jest wizytacja. Pani zadaje dzieciom pytanie.
— Kto jest najbardziej znanym człowiekiem na świecie? Które z was udzieli prawidłowej odpowiedzi, dostanie nagrodę — nowy piórnik.
Z ostatniej ławki zgłasza się Jasio.
— Najbardziej znanym człowiekiem na świecie jest Lenin.
— Brawo Jasiu, wygrałeś piórnik!
Jasiu wraca do swojej ławki ze spuszczoną głową i szepcze do siebie.
— Przepraszam, Winetou. Biznes to biznes.

Na lekcji biologii pani pyta się Jasia.
— Jaki pożytek mamy z gęsi?
— Smalec.
— I co jeszcze?
— Smalec.
Jasiu, na czym śpisz w domu? Na łóżku.
— A co masz pod głową?
— Poduszkę.
— A co jest w poduszce?
— Dziura.
A co wyłazi dziury?
— Pierze.
No właśnie. To powiedz Jasiu, co mamy z gęsi...?
Smalec.

Zajączek chodził po lesie i opowiadał wszystkim zwierzętom, że pisze pracę magisterską na temat „Dlaczego wilki są głupsze od zajęcy". Gdy to usłyszał wilk, rzucił się w pogoń za zającem. Wpadli w krzaki, zakotłowało się, a potem rozległ się drżący głos
wilka.
— Tak, to prawda, wilki są głupsze od zajęcy. Po chwili wilk wyszedł z krzaków ze złamaną łapą, naderwanym uchem i potarganą sierścią. Za nim wyszedł niedźwiedź i otrzepując łapy powiedział — Nieważne, kto pisze pracę, ważne, kto jest jej promotorem...

Chłop wybrał się wozem konnym na targ. Obok wozu biegł jego pies. W pewnym momencie droga zaczęła się piąć ostro pod górę. Koń ledwo ciągnął wyładowany po brzegi wóz.
Chłop, aby „zachęcić" konia do wysiłku, okładał go batem. Nagle koń stanął, odwrócił głowę i powiedział:
— Jeśli jeszcze raz uderzysz mnie batem, to tak cię kopnę, że się
w grobie obudzisz!
— Rany boskie! — krzyczy chłop — pierwszy raz w życiu słyszę, żeby koń gadał...
Na te słowa odzywa się pies.
Ja też...

Znany pisarz zamieszkał w czasie urlopu wraz z żoną u gazdy w Zakopanem. W dzień chodził na wycieczki, a w nocy pisał książkę. Nie podobało się to gaździe, bowiem energia elektryczna kosztuje... Wypomniał to pisarzowi. Ten, aby zakpić z górala, odciągnął go na stronę i mówi:
— Wiecie gazdo, przy świetle to się znacznie lepiej robi...
W nocy podczas pisania raz po raz zerkał w okno, bo u gazdy przez cały czas, aż do rana, paliło się światło. Spotykają się rano.
— No i co gazdo, przy świetle lepiej?
— Iii tam, lepiej. Ino dzieciska miały ubaw.

Myśliwy opowiada w licznym towarzystwie swoją przygodę łowiecką.
— Polowałem tego dnia na zająca. Już miałem go na muszce, gdy nagle z krzaków wyskoczył lis i wbił zęby w kark szaraka.
Nie zdążyłem wystrzelić, gdy raptownie z góry jak pocisk spada jastrząb, chwyta w szpony lisa i zająca i unosi ich w powietrze.
— 1 co? I co?
— Mierzę dokładnie ze sztucera... Strzelam. Spada lis. Mierzę drugi raz. Strzelam. Spada jastrząb...
— A zając? Co z zającem?
— Zając jak to zając, poleciał dalej...

Rybak, lubiący wypić, złapał złotą rybkę, a ta obiecuje mu spełnić trzy życzenia. Rybak nie bardzo wierzy, więc dysponuje ostrożnie.
— Spraw, aby woda w tym wiadrze zamieniła się w wódkę. Rybak schyla się, próbuje. Wspaniała, schłodzona „Wyborowa".
— Spraw, aby cała woda w tym jeziorze zamieniła się w wódkę. Rybak pochylił się, spróbował, po czym rzucił się głową naprzód. Pił, pił prawie do utraty przytomności.
— Rybaku, jakie jest twoje trzecie życzenie.
— A, dobra rybko, postaw pół litra i jesteśmy kwita.

Pani przyniosła na lekcję biologii akwarium. Gdy weszła do klasy, Jasio, znany kawalarz, gwizdnął, ile miał sił w płucach. Przestraszona pani puściła akwarium na podłogę. Rybki i akwarium poszły na straty. Zrobiła się wielka awantura.
Dyrektor kazał milicjantom przywieźć matkę Jasia do szkoły. Przestraszona kobiecina, prowadząca gospodarstwo rolne, stanęła na progu gabinetu dyrektora trzęsąc się ze strachu. Gdy ten powiedział, co się stało, odetchnęła z ulgą.
— Jużem myślała, że coś gorszego nabroił. Wie pan, jak kiedyś doiłam krowę, a Jasio głośno gwizdnął, to tylko mi cycki w rękach zostały.

— Jak się nazywa mały Niemiec?
— Mikroszkop.
— A mała Turczynka?
— Miniaturka.
— Jak się nazywa policjant pochodzenia indiańskiego?
— Indianopolis.


- Jak się nazywa żona popa?
- Poparzona.
A żona draba? Drabina.

— Jak się nazywa babcia klozetowa?
— Pisuardessa.
— A dziadek klozetowy?
— Kałboj.

Bitwa o Anglię kończy się klęską niemieckiej Luftwaffe. Hitler rozkazuje wezwać do siebie mądrego rabina, aby ten podpowiedział mu, w jakiś sposób zawojować Anglię. — Jest na to prosty sposób — doradza rabin. Potrzebna jest do tego laska Mojżesza, dzięki której rozstąpiły się wody Morza Czerwonego przed uciekającymi z Egiptu Żydami. Gdybyś miał taką laskę, twoje wojska przeszły by suchą nogą kanał La Manche.
— A gdzie jest ta laska?
— W muzeum.
— W którym muzeum?
— W British Museum w Londynie.

Warszawskie FSO zwiedza prezydent USA. Obszedł już wszystkie wydziały, obejrzał co mu pokazali, wreszcie pyta się:
— A czy u was nie pracuje przypadkiem Stasiu Maliniak?
— No, pracuje tu taki jeden...
— To, proszę, zawołajcie go.
Gdy tylko Maliniak przyszedł, prezydent objął go serdecznie, wycałował i obaj odeszli na stronę pogadać. Za jakiś czas fabrykę zwiedza Gorbaczow i sytuacja się powtórzyła, zapytał o Maliniaka, wyściskał, wycałował, pogadał...
— Skąd wy Maliniak znacie takich wybitnych ludzi? — pyta się dyrektor.
— A jeździło się trochę po świecie... —¦ Ale papieża to chyba nie znacie...?
— Ależ oczywiście znam!
Dyrektor nie wierzył. Założyli się o dużą sumę pieniędzy i pojechali do Rzymu. Na" placu przed bazyliką Świętego Piotra Maliniak mówi do dyrektora:
— Niech pan tu poczeka, a ja idę do papieża i razem z nim wyjdę na balkon pozdrowić pielgrzymów.
I rzeczywiście zdumiony dyrektor zobaczył za chwilę Maliniaka pod rękę z papieżem. Dyrektor zemdlał. Przestraszony Maliniak zbiegł na plac cucić dyrektora.
— Panie dyrektorze, niech pan się tak nie przejmuje przegraną. To tylko tak na żarty, ja nie wezmę od pana tych pieniędzy.
— Mi nie o pieniądze chodzi. Gdy tak wyszliście z papieżem na balkon, to koło mnie przystanęła grupka Arabów i jeden z nich spytał się mnie.czy nie wiem, co to za facet w białym kitlu stoi koło Maliniaka.

W jednostce wojskowej nie wiadomo skąd gruchnęła wieść, że ma ich odwiedzić Matka Boska.
W jednostce jak to zazwyczaj bywa wybuchła panika. Gorączkowe, generalne sprzątanie, trzepanie kocy, grabienie trawy.
W końcu w dyżurce oficera dzwoni telefon z biura przepustek.
— Czy jest w jednostce szeregowy Bosek? Matka do niego przyjechała.

Kowalski po wypłacie wypił w barze pół litra wódki z kolegą. Mieli ochotę na jeszcze, więc Kowalski zaprosił go do siebie do domu.
— Siądźmy w kuchni, bo w pokoju śpi żona, nie będziemy jej przeszkadzać.
Gdy Kowalski wyszedł do łazienki, jego kolega po cichu zajrzał do pokoju.
— Franek, twoja żona śpi z jakimś facetem!!!
— Ja go znam, nie warto go budzić, on nie pije wódki...

Jest późny wieczór. Małżeństwo nazajutrz będzie obchodzić 25-lecie swego związku. Oboje są zamyśleni.
„Ciekawe, co mój kochany mąż kupi mi na ten jubileusz? — myśli żona. Może złotą kolię?"
„Cholera jasna — myśli mąż — gdybym ją wtedy zatłukł, jak sobie planowałem, to jutro wychodziłbym z więzienia".


v:1.6.3   1.00 id: 080200