Przychodzi baba do...

Przychodzi jąkała do lekarza.
— Pa-pa-panie do-doktorze ja-ja się ją-jąkam i mi to ba-bardzo prze-przeszkadza w pra-pracy.
— A gdzie pan pracuje?
— Na fe-fermie ku-kurzej.
— I co pan tam robi?
— Ka-ka-karmię ku-kury.
— A w czym panu przeszkadza jąkanie?
Wy-wyjdę rano z zia-ziarnem i jak krzy-krzyknę: Pie! pie! pie! to za-zaraz le-leci do mnie dzie-dziesięć ty-tysięcy ku-kur i dzio-dziobią to zia-ziarno.
Jak już na-nadziobią to sobie pójdą, tylko ten ko-kogut zo-zostaje i dzio-dziobie mnie w ko-kostkę.
Ja do niego mó-mówię spie-spie-spie... i znowu te dzie-dziesięć ty-tysięcy kur le-leci do mnie.

— Panie doktorze proszę o poradę. Przychodzę przedwczoraj z pracy do domu, a tam żona leży w łóżku z obcym facetem. Jak mnie zobaczyła, to powiedziała abym poszedł do kuchni i tam zrobił sobie kawę.
Wczoraj to samo, dzisiaj znowu!
— Panu jest potrzebny adwokat, a nie lekarz.
— Ale ja chciałbym wiedzieć, czy picie takiej ilości kawy nie szkodzi zdrowiu...

Do wiejskiego dentysty przychodzi bardzo wysoki pacjent z bólem zęba. Ząb trzeba usunąć, ale dentysta, dysponując tylko zwykłym taboretem, nie może wykonać zabiegu.
W końcu wpada na pomysł i każe pacjentowi położyć się na podłodze.
Po skończonym zabiegu pacjent nadal jęczy.
— Oj jak boli, jak strasznie boli...
— Dlaczego, przecież już po wszystkim?
— Pan doktor stoi mi na jądrach.

Lekarz — psycholog, bada w wojsku żołnierza.
— Co to jest? pyta się rysując kółko.
— Goła baba.
— A to? — rysuje kwadrat.
— Goła baba. ,
— A to? — rysuje trójkąt.
— Goła baba.
— Szeregowy, wy jesteście zboczeni!
— Ja!? A kto mi te gołe baby rysował?

Do lekarza przychodzi mężczyzna.
— Panie doktorze, ja chyba nie mogę mieć dzieci.
— Zaraz sprawdzimy. Proszę oto jest słoik, proszę iść za parawan i tam oddać nasienie.
Facet idzie za parawan, a stamtąd za chwilę słychać stękanie, sapanie i wzdychanie.
Trwało to może z piętnaście minut, aż z gabinetu pouciekały przerażone pielęgniarki. W końcu lekarz nie wytrzymał.
— Panie, dosyć tego. Nie przyszedł pan tu dla przyjemności. Zza parawanu wychodzi zawstydzony facet, spocony jak mysz.
— Ja bardzo przepraszam. Próbowałem prawą ręką, próbowałem lewą ręką. Próbowałem nawet przez szmatę. I nic... Nie mogę odkręcić tego słoika.

— Panie doktorze, mam bardzo brzydką żonę, czy mógłby jej pan zrobić operację plastyczną?
— Oczywiście, ale to będzie drogo kosztowało...
— No to nic z tego, nie mam pieniędzy.
Na drugi dzień lekarz spotyka pacjenta spacerującego wraz z żoną po ulicy.
Lekarz popatrzył na żonę i odciągnął faceta na bok.
— Proszę pana, pan tak nie może żyć. Zrobię tę operację za pół ceny.
— Już nie trzeba. Leśniczy za pół litra obiecał ją zastrzelić.

Do lekarza przychodzi zaniepokojony mężczyzna.
— Panie doktorze, mam jedno jądro całe sine. Lekarz bada wnikliwie.
— Przykro mi, obawiam się, że to rak. Konieczna jest amputacja. Szybko wykonał operację. Po kilku dniach mężczyzna znowu przychodzi i pokazuje drugie jądro, zupełnie sine.
— No tak, obawiałem się tego. To złośliwa odmiana, są przerzuty. Konieczna jest amputacja drugiego
Przerażony mężczyzna się zgadza. Po kilku dniach przychodzi zupełnie załamany. Ma sine całe podbrzusze. Lekarz bada go dokładnie.
— Mam dla pana dobrą wiadomość. To wcale nie jest rak. Dżinsy panu farbują.

— Panie doktorze, ja potrafię latać!
— Dobrze, dobrze, psychiatra przyjmuje piętro wyżej.
— Ale ja nie żartuję — mówi mężczyzna podchodzi do okna, otwiera je i wyskakuje.
Przerażony lekarz podbiega do okna i ku swemu zdumieniu widzi, że facet swobodnie unosi się w powietrzu.
— Panie doktorze, zapraszam, to bardzo łatwe. Wystarczy tylko machać rękoma.
Zafascynowany lekarz wchodzi na parapet, skacze. Spada na dół z dużej wysokości, zabija się.
Facet opada spokojnie, miękko ląduje obok martwego lekarza, patrzy na niego smutno.
— Jak na anioła stróża, to kawał ze mnie drania.

Przychodzi baba do lekarza.
— Proszę się rozebrać.
— A gdzie mam położyć ubranie?
— A tu, obok mojego...

Przychodzi baba do lekarza.
— Panie doktorze, oboje z mężem mamy już po 80 lat. Jeszcze by się nam chciało, ale już nie wychodzi...
Lekarz dał jej dwie tabletki. Czerwoną dla niej i czarną dla dziadka. Baba miała sklerozę i pomyliła tabletki. Po tygodniu przychodzi do lekarza z pretensjami.
— Co też pan nam dał za świństwa. Ja przez dwa dni leżałam sztywna, a mężowi się pootwierały wszystkie rany.

Przychodzi baba do lekarza — psychiatry.
— Panie doktorze, ja ogromnie lubię naleśniki...
— I cóż w tym dziwnego? Ja też lubię.
— Naprawdę! Zapraszam pana do siebie, mam ich całą szafę.

Przychodzi baba do lekarza.
— Panie doktorze, ja mam chyba w sobie zbyt dużo hormonów męskich?
— Dlaczego pani tak sądzi?
— Bo widzi pan, muszę się codziennie golić, mam silnie owłosioną klatkę piersiową i w ogóle włosy rosną mi w dół aż do samego członka.

Wychodzi baba od lekarza.
— Jak lekarz nazwał tą moją chorobę? Rudy lis? Srebrny lis? W końcu zawraca.
— Panie doktorze, jak pan nazwał tę moją chorobę?
— Syfilis.

Przychodzi baba do lekarza. Ten ją bada, po czym mówi:
— Proszę oddać mocz do analizy. Probówka stoi tam na szafie. Ja za chwilę wrócę.
Wraca po 10 minutach i oczom nie wierzy. Cała ściana i podłoga mokra.
— Pani chyba oszalała?
— Wcale nie. Niełatwo jest oddać mocz do probówki stojącej na szafie — wyjaśnia ze spokojem baba.

Przychodzi baba do lekarza z chorym dzieckiem. Lekarz bada je dokładnie, po czym mówi:
— Niech się pani rozbiera.
— To nie ja, to dziecko jest chore.
— Jemu już i tak nic nie pomoże. Zrobimy nowe.

Lekarz spaceruje po cmentarzu.
Nagle widzi okazały nagrobek, na którym widnieje napis — „Baba".
Lekarz przygląda się zainteresowany, gdy nagle spod ziemi słyszy głos.
— Panie doktorze, czy ma pan coś na robaki?

Wychodzi baba od lekarza.
— Na śmierć zapomniałam jak lekarz nazwał moją chorobę. Zawraca.
— Panie doktorze. Pan tak dziwnie nazwał moją chorobę... Jak to było? Żaba? Ryba?
— Nie proszę pani, to rak.

Przychodzi baba do lekarza.
— Panie doktorze, mam wstające piersi.
— Proszę zdjąć biustonosz.
I faktycznie. Baba zdejmuje biustonosz, piersi podnoszą się. Zakłada, opadają. Pokazała to kilka razy. Lekarz patrzy na nią i mówi:
— Nie mam pojęcia na czym polega to zjawisko, ale czuję, że jest zaraźliwe.




v:1.6.3   1.00 id: 420906